Kotka powoli nabierała odporności, problemy zanikały, trafiliśmy na odpowiednią karmę, wysokomięsną, najwyższa półka pod kątem składu. Kotka jest niewychodząca, ale mimo wszystko poddaliśmy ją zabiegowi kastracji, wszystko przebiegło w najlepszym porządku, przy zdjęciu szwów, kotka nie chciała wyjśc z transportera i prawdopodobnie gdzieś otarła sobie nosek w wyniku czego na rynience pojawiła się kropla krwi, wiadomo strefa jedna z gorszych, kot liże się, myje, je, więc rana goi się dłużej i gorzej, natomiast u nas trwało to miesiąc i zauważyliśmy, że zamiast poprawy, stan zapalny przeniósł się na oczy, stosowaliśmy krople zalecone przez weta, po 3 tygodniach powtórka z rozrywki - weterynarz obejrzał oko i stwierdził że wygląda mu to na chorobę autoimmunologiczną, udało się zaleczyć nosek, już rana się zespoiła, ale po około miesiącu zauważyliśmy że nosek znowu się rozkleja, ranka się powiększa i tak jesteśmy w tym miejscu, kolejne krople przypisane, ale szkoda mi 10 miesięcznej kotki, która co chwilę ma coś i zamiast leczyć skutki chciałabym aby w końcu ktoś wyjaśnił z czego to wszystko wynika, w jaki sposób możemy zadbać o jej komfort aby rana nie babrała się co chwilę.. Czy ktoś z Was miał podobną sytuację? Może ktoś będzie w stanie podpowiedzieć kogo szukać na terenie dolnego śląska?
Z góry dziękuje za każdą sugestię
