To znowu ja
Sonia ma się dobrze, na polach chętnie biega i to dość daleko, tak ze przez parę minut jej nie widzimy(teren pagórkowaty, więc jak się schowa za górką to nie wiemy gdzie jest) ale zawsze wraca , i to raczej ona tam pilnuje nas a nie my ją, od ostatniego razu uciekła tylko raz , w sobotę ok. godz.21(ciemno jak w ....) i to mi już w okolicy miejsca gdzie zapinamy z powrotem smycz, przepadła, po kilkunastu

minutach przybiegła w towarzystwie pieska, czarny podpalany mieszaniec w typie jamnika, ładnie się bawiły, więc nie zapięłam jej żeby jeszcze mogła z nim pobiegać, odbiegły dalej i on wrócił a ona nie

, poszłam jej szukać, on ze mną, więc kazałam mu szukać Sonii, szedł z nosem przy ziemi i co jakiś czas oglądał się czy idę za nim

, oprowadził mnie po znajomych dróżkach przez pół wsi, aż w końcu wyszliśmy na Sonię

, wrócił z nami pod dom, więc ja głupia wdzięczna że mi pomógł dałam mu jeść

, no i piesek siedzi sobie od tamtej pory na naszej wycieraczce

(zimno, wieje, na szczęście nie pada, bo to pod wiatą), chodzi z nami na spacery z Sonią, pilnuje się lepiej niż ona,
ratunku
co ja mam z nim zrobić? nie wiem czy on jest czyjś, czy ma jakiś dom?
może znowu się okaże, że to "czyjś pies" i ktoś TAK o niego dba,
wczoraj na chwilę "wpuściliśmy" go do domu a w zasadzie to sam się wpuścił jeszcze przed Sonią, ale latał po całym domu, nie wiedział gdzie się podziać, Sonia też była niespokojna, biegała za nim, nie wspomnę o kotach

bo ich oczy mówiły jedno

, więc jak się najadł, musieliśmy wystawić go za drzwi

, położyłam mu dywanik na dworze w takiej zabudowanej zewnętrznej piwnicy, tam postawiłam mu michę, ale on siedzi na wycieraczce, nie mogę go wziąć do domu, ewentualnie na dworzu, córka wczoraj jak kazałam mu wyjść z domu mało nie płakała
co zrobić, jak postępować,
a cha obroży nie ma
Czy ja przyciągam te zwierzaki
