Witam wszytskich.
Nie wiem, czy dobrze robię że po ponad roku dopisuję się do tego tematu, ale wyszłam z założenia, że mogę tutaj, niż zakładać nowy watek.
Chciałam podzielić się ze swoimi uwagami i spostrzeżeniami po sterylce.
Moją Lune wykastrowałam w miniony piątek, nie dawałam jeść od ok. 20tej w czwartek, wode odstawiłam w piątek rano. Zabieg był w samo południe.
Mała dostała jakąś podobno super narkozę, bardziej bezpieczną, niż inne (mam jakieś nazwy w książeczce, ale teraz nie mogę podac, bo nie mam jej przy sobie) i dostała środki na wybudzenie (chciałam, zeby się wybudziła u weta). Ogólnie, jak zabieg miała o 12tej, ok. 13.30 już była wybudzona. Wycięli jej jajniki, metodą boczną. Dostała ubranko. Dostała środek przeciwbółowy 24-ro godzinny. Lekarz powiediał, że póxniej nie powinno jej boleć i mam się zjawić po tygodniu - sprawdzą, czy wszystkie szwy się rozpuściły. W ubranku ma chodzić cały tydzień. Za wszystko zapłaciłam 170 zł.
Ogólnie jestem zadowolona, mam wrażenie, że lekarze podeszli bardzo profesjonalnie. Chyba tylko ubranko ma niewygodne - zauważyłam dwie kwestie - jak chodzi, wymachuje tylnymi nózkami tak, jakby się pomoczyła (mam wrażenie, jakby jej drętwiały, ale pewnie to kwestia niewygody). I druga sprawa - zaczęła tzw. "saneczkowanie" - do tej pory nigdy jej się to nie zdarzało.
Minęly 3 dni od zabiegu. Mała je ślicznie, kupka i siku bez żadnych problemów. martwi mnie tylko to, że jest bardzo apatyczna, cały czas praktycznie przelezy i prześpi. Smutna jest

Ale mam nadzieje, że to własnie tylko przez to ciut niewygodne ubranko i moze dlatego, ze pewnie jednak jakoś ją to boli.
Nie przypuszczałam, że tak to bedę przezywać. Nie przypuszczałam, że mogę moją Luńcie pokochac jeszcze bardziej, niż kochałam.
Jak cos mi się przypomni jesczze ważnego, to dopiszę. Super, ze znalazłam ten wątek, bo trochę pociesza
